Ale jak to, mam szukać w INTERNECIE?

Ale jak to, mam szukać w INTERNECIE?

Usłyszałam kiedyś takie powiedzenie: jak cię nie ma w Google to cię nie ma w ogóle. (Czytane żartobliwie: jak cię ni ma w gugle to cię ni ma wógle.). Brzmi zabawnie, ale jest w tym trochę prawdy. Wydaje mi się, że nie przesadzę, jeśli powiem, że w Internecie jest PRAWIE wszystko. Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, a ponieważ Internet jest najprostszym, a zarazem największym, źródłem informacji. Społeczeństwo informacyjne to takie, w którym informacja jest towarem, dobrem, nierzadko cenniejszym od dóbr materialnych. Kiedy czegoś szukamy to przeważnie w pierwszej kolejności zaglądamy do sieci.

Właśnie, czy aby na pewno zawsze nasze poszukiwania zaczynamy w Internecie? Ludzie młodzi czy dzieci na pewno tak, a co z resztą? Ci, którzy są za pan brat z technologią i na co dzień pracują z komputerami czy siecią prawdopodobnie też, a co z takimi, którzy mają opory w korzystaniu z elektroniki? Nie tylko mogą mieć opory, wystarczy, że nie korzystają z nowych technologii regularnie a nie będą mieli takiego automatycznego odruchu. I właśnie o tym automatycznym odruchu chciałabym dziś pomówić. Nazwijmy go roboczo ‘sprawdzę w necie’ (nierzadko to wcale nie robocza nazwa).

Postaram się pokazać kilka przykładów. Zacznijmy od takiego banału jak znalezienie trasy dojazdu w jakieś miejsce. Moi rodzice najprawdopodobniej wzięli by mapę, znaleźli ulicę w spisie i sami opracowali trasę. Co robię ja? Łapię za telefon, wpisuję miejsce docelowe i jadę wg instrukcji, wiedząc nawet w którym miejscu spodziewać się korka.

Inny przykład. Odwiedzam rodziców, mama gotuje barszcz i nie jest pewna co do przepisu. Co robimy? Mama łapie za książkę kucharską, a ja za komputer.

Takich przykładów można by szukać w nieskończoność. I pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że nie mam absolutnie nic przeciwko książkom kucharskim czy mapom (w końcu z wykształcenia jestem geografem). Chodzi mi jedynie o zobrazowanie automatycznych odruchów, które nam towarzyszą w życiu codziennym. Sprawa jest zupełnie prosta i naturalna. Kiedy moi rodzice byli młodzi musieli korzystać z książek, encyklopedii, map i rozkładów jazdy na stacji pociągu. Przez większość ich życia nie było czegoś takiego jak Internet czy Google, więc trudno się dziwić, że sięgają po to, do czego są przyzwyczajeni. Z kolei pokolenie wychowane w latach 90-tych i później to ludzie, którym elektronika towarzyszy od najmłodszych lat. Zaczęło się niewinnie od gier typu Pegasus czy Tetris, później Tamagotchi, pierwsze komputery, komórki i tak dalej. My też na początku korzystaliśmy z encyklopedii i globusa, zanim Internet się rozwinął i wszystko do niego trafiło, ale ta relacja jest już zupełnie inna.

Pierwszy komputer w moim domu mieliśmy kiedy byłam w przedszkolu, miałam pewnie około 5 lat. Mój pierwszy własny komputer dostałam mając 8 lat, a podłączenie do Internetu w wieku 14. Obecnie mam 25. Co to oznacza? Że z komputerem znam się już około 70% długości mojego życia a w Internecie jestem prawie jego połowę. Jest różnica, w stosunku do kogoś, kto Internet zobaczył mając lat 40, nie? A obecnie podobno już dwulatki lepiej obsługują sprzęt niż ich rodzice, więc może rząd powinien pomyśleć o programie Tablet+? Tablet dla każdego nowonarodzonego, żeby się uczyło od małego, a co. (Słaby żart, ale nie mogłam się powstrzymać, bo dawanie takim maluchom sprzętu elektronicznego to ostre przegięcie, ale to już nie mój temat.)

Idąc tym tropem widać, że mamy w społeczeństwie szereg różnych postaw wobec wyszukiwania informacji w Internecie. Począwszy od takich, co ‘w necie’ sprawdzają wszystko a jeśli nie znajdą, to tego nie ma. Potem tacy, co odruchowo sięgają do sieci, ale też nie stronią od tradycyjnych źródeł informacji lub tacy, co wolą tradycyjne ale z nowych technologii też korzystają. A kończąc na takich, którzy za nic w świecie Internetu nie uznają bo nie i już. Na pewno dwa skrajne przypadki nie są najlepsze i warto by było podążyć trochę w stronę środka. Co w takim razie z tymi, którzy nie boją się i nowości i tradycji? Ważne jest, żeby wiedzieć gdzie czego szukać najlepiej. I w tym miejscu pozwolę sobie na kilka przykładów.

Wyszukiwarka

  1. Program TV. Sprawa banalna, do znalezienia zarówno tradycyjnie jak i nowocześnie. Co wybieram? Oczywiście Internet! W w programie mogą zdarzyć się zmiany, które w Internecie będą szybko zaktualizowane, w gazecie już niestety nie. Mało tego, z programu internetowego od razu mogę się przenieść na serwis filmowy, podejrzeć inne filmy jakiegoś aktora czy reżysera itd. Gazeta nie daje mi takich możliwości. Kolejną kwestią jest dostępność: Internet mamy praktycznie zawsze, wszędzie i 24/h, a po gazetę musisz iść do kiosku. Przemawia przeze mnie leniuszek, ale dla mnie akurat to ważna sprawa. I nie wolno nam też zapomnieć o drzewach, które są wycinane tylko po to, żeby dostarczyć nam kolorowe pisemka. Wyjątek? Jeśli Twoja mama lub babcia ma 80 lat i całe życie korzysta z gazety to raczej nie namówimy ją na program w smartfonie (a może?).
  2. Rozkład jazdy/trasa dojazdu. Jeżeli dojeżdżasz codziennie w to samo miejsce i o tej samej godzinie to nie ma to dla Ciebie większego znaczenia, ale jeśli podróżujesz w różnych kierunkach i o różnych porach to bardzo ważna kwestia. Żeby sprawdzić rozkład choćby pociągu musisz dostać się na peron, a zatem być na miejscu. Nie masz gwarancji, że Twój pociąg nie odjeżdża 5 minut przed Twoim przybyciem. Sprawdzając odjazdy przez Internet możesz to zrobić odpowiednio wcześnie i trafić idealnie na ten pociąg, który potrzebujesz. Zwłaszcza obecnie, kiedy Internet w telefonie mamy praktycznie zawsze ze sobą. Mało tego, niektóre serwisy internetowe powiedzą Ci gdzie wsiąść w jaki środek komunikacji, gdzie i w co się przesiąść i nawet podadzą przewidywaną godzinę dotarcia na miejsce. Szukanie skomplikowanego połączenia tylko z mapą to katorga. Podobnie z trasą dla samochodu. Internetowa mapa szybko opracuje za Ciebie najszybszy wariant i nawet powie gdzie i jak długo będziesz stać w korku. Czy to nie jest oszczędność czasu?
  3. Informacje z kraju i ze świata. Znów wyciągnę argument ekologiczny: po co kupować papierową gazetę, jeśli te same informacje można znaleźć na internetowych stronach informacyjnych lub usłyszeć w telewizji? W Internecie też są strony o różnych kierunkach politycznych, tak jak w prasie tradycyjnej, więc każdy na pewno coś dla siebie znajdzie a przynajmniej przyroda na tym nie ucierpi. Poza tym w przypadku artykułów w Internecie często dołączone są jakieś nagrania, filmiki czy dodatkowe zdjęcia, a zatem coś, co w gazecie by się nie pojawiło. No i nie wolno zapomnieć i takim luksusie jak możliwość komentowania! Podobna kwestia tyczy się moim zdaniem prasy plotkarskiej i kobiecej. W Internecie jest na pęczki stron typu Kozaczek czy Pudelek oraz modowych, urodowych czy life stylowych blogów i kanałów na YouTube, które w zupełności powinny wystarczyć zamiast kolorowej prasy.
  4. Ogłoszenia. Ogłoszenia różne: sprzedam szafę, korepetycje z matematyki czy cyklinowanie podłogi. Co prawda istnieją jeszcze tablice czy słupy ogłoszeniowe, ale są świetne na plakaty o jakichś wydarzeniach, tyle. Jeśli chodzi o ogłoszenia to najlepszy jest po prostu Internet. Dlaczego? Po pierwsze możliwość sortowania. W zależności od tego co potrzebujesz taki portal wybierasz: jeśli szukasz korepetytora wejdziesz na inną stronę, jeśli chcesz sprzedać samochód to na inną a jeśli potrzebujesz hydraulika to na jeszcze inną. Mało tego, możesz wybrać zakres usług, zakres cenowy czy miejsce. Jaką masz pewność, że to jedno ogłoszenie na słupie jest tym najlepszym, na które mogłabyś się zdecydować? Kolejną kwestią jest oczywiście aktualność, o którą w Internecie zazwyczaj dbamy. Jeśli ogłoszenie jest już nieaktualne to zazwyczaj znika w całości lub pojawia się specjalna informacja. Masz taką informację na słupie na ogłoszeniu sprzed miesiąca? No i nie byłabym sobą, gdybym znów nie wyciągnęła argumentu ekologicznego, ale tym razem w drugą stronę. Wieszając gdzieś ogłoszenie papierowe, jaką masz pewność, że za kilka dni nie będzie ono walającym się po chodniku śmieciem?
  5. Wiedza o Internecie. Gdzie najlepiej szukać wiedzy o Internecie? Uwaga… W Internecie! Sieć jest czymś, co rozwija się w takim tempie, że gdyby chciano pisać o nim książki, to zanim od autora trafiłyby na półkę w księgarni, już byłyby nieaktualne. Ten temat jest bardzo szeroki. Zaczynając od takich banałów jak zakładanie skrzynki mailowej czy konta na Facebook’u a skończywszy na skomplikowanym kodowaniu. W Internecie jest ocean instrukcji jak coś włączyć/założyć/uruchomić, a książek o tym raczej nie piszą (wyobrażacie sobie np. książkę z instrukcją obsługi Gmaila? Bo ja nie…) Chcesz założyć stronę na WordPressie? Proszę bardzo: kursy, tutoriale, filmiki, e-booki – czego tylko dusza zapragnie. I tak dalej… Nie mówię, że nie ma i że nie warto sięgać do książek o komputerach, istnieją świetne pozycje informatyczne np. o kodowaniu czy programowaniu. Ale jeśli nie wiesz np. jak zmienić kolor czcionki na stronie internetowej, to źródła online są w zupełności wystarczające, nie potrzebujesz papierowej biblii CSSa.

Czego w takim razie w Internecie NIE szukać?

  1. Informacji encyklopedycznych. Z całą moją sympatią do Wikipedii, w życiu codziennym sprawdza się, jeśli czegoś nie wiem. Natomiast podanie jej jako źródła informacji np. w pracy dyplomowej to faux pas do kwadratu. Jak wiemy wirtualna encyklopedia jest tworzona przez jej czytelników/użytkowników a zatem nigdy nie mamy pewności co do jej treści. Słyszałam taką historię, że jakaś grupa studentów z rozmysłem wpisywała ładnie brzmiące ale zupełnie nieprawdziwe definicje do trudnych haseł naukowych. Skąd będziesz wiedzieć, że akurat hasło którego szukasz nie padło ofiarą jakiegoś dowcipnisia? Lepiej sięgnąć po starą, dobrą PWN czy Oxford’a, gdzie poważne wydawnictwo podpisuje się pod treścią, którą wydaje.
  2. Wiedzy naukowej. Zdarza się, że niektóre wydawnictwa naukowe publikują swoje treści online, ale to nadal nie jest większość z nich. A nawet jeśli, to starsze treści mogą długo czekać na przeniesienie do Internetu. Podręczniki akademickie czy artykuły naukowe najlepiej wyszukać w Internecie za zasadzie tytuł+autor, a potem ‘rozgrzebywać’ już temat w bibliotece. W Internecie znajdziemy za to dużo ciekawych treści popularno-naukowych.

Jak widać jest różnica, między tym, czego lepiej szukać w Internecie a czego nie. Największą różnicą jest grupa zainteresowana konkretną treścią. Im więcej osób poszukuje danej informacji, tym większe prawdopodobieństwo, że znajdziemy ją online. Przykładowo: dużo więcej ludzi interesuje rozkład jazdy pociągów linii Warszawa-Zakopane niż zapis zmiany rozwoju wydm w ich strukturze (to temat artykułu naukowego z dziedziny geomorfologii). Rozkład bez trudu znajdziemy na stronie PKP, natomiast żeby poczytać naukowo o wydmach muszę się udać do biblioteki, i to też nie byle jakiej.

Nie chcę nikogo zmuszać do korzystania z Internetu jeśli nie potrafi albo po prostu nie lubi. Natomiast szczerze Was do tego namawiam bo Internet to ogromna kopalnia wiedzy, zwłaszcza na tematy związane z nim samym.

Zachęcam Was do zrobienia małego ćwiczenia/eksperymentu: przez tydzień zwróćcie szczególną uwagę na to gdzie i jakich informacji szukacie. Czy w gazecie, w telewizji, a może jednak w Internecie? Zapiszcie sobie to i potem spróbujcie znaleźć te same treści w innych źródłach. Bardzo jestem ciekawa wyników tego eksperymentu. Pochwalcie się koniecznie.

A może zapomniałam o czymś jeszcze napisać? Dajcie znać w komentarzach czego jeszcze Wy szukacie lub nie szukacie w Internecie. Pozdrawiam gorąco i udanych poszukiwań!


Photos designed by Freepik

2 Replies on “Ale jak to, mam szukać w INTERNECIE?

  1. Odnośnie nie szukania wiedzy naukowej w Internecie to nie mogę się tak do końca zgodzić. Jak najbardziej można ją szukać, tylko trzeba wiedzieć jak. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że najbardziej aktualne są źródła i bazy danych dostępne jednak po angielsku, nie po polsku.

    1. Oczywiście, że można znaleźć wiedzę naukową w Internecie. Nie neguję tego w całości. Jednak tak jak powiedziałaś trzeba umieć jej szukać. Niestety jednak bardzo dużo treści nie ma jeszcze w internecie, zwłaszcza starszych opracowań, które nie doczekały się jeszcze cyfryzacji. Natomiast najnowsze jak najbardziej już coraz częściej dostępne są online. I myślę też, że dużo zależy od dziedziny nauki, w której pracujemy. Dziedziny bardziej popularne czy ‚na topie’ mają większe szanse na znalezienie się w sieci niż te mniej popularne 🙂
      P.S. Dziękuję za komentarz. Chciałam odwiedzić Twoją stronę ale niestety nie działa…

Leave a Reply

Your email address will not be published.*

Inline
Inline